17 lutego 2015

DZIECKO WSI


Pamiętam zapach i smak pomidorów z krzaka. Nie pamiętam żebym je myła. 
Pamiętam smak lodów Bambino, raz w tygodniu, w niedzielę, od pana, który jadąc bardzo powoli krzyczał "Lody, lody, lody...".
Pamiętam też smak ziemniaków z parnika sąsiadów. Takich ziemniaków dla świń. 
I jak chciałam pomóc w pieleniu grządek i zrobiłam taki wielki zamach motyczką. Tylko w duży palec u nogi trafiłam. W sandałkach. 
I jak starałyśmy się z koleżanką przekonać jednego z sąsiadów, by pozwolił nam pogalopować na swojej Baśce co całe życie w polu pracowała. 
I w Lany Poniedziałek nie z kubka czy pistoletu na wodę, ale ze szlaucha. A nawet dwóch. 
I jak w gumę skakaliśmy. I chłopaki też. 
Jak w Tłusty Czwartek każdy szedł do szkoły z kostką smalcu i ten smalec na innych na przerwach rozsmarować próbował, a nauczyciele zamykali się w swoim pokoju i słuch i wzrok dyplomatycznie tracili. 
I że w ostatniej klasie podstawówki nauczycielka od polskiego sama z siebie, za darmo zostawała z nami po lekcjach, by jeszcze lepiej przygotować nas do egzaminu do liceum. Czasem siedzieliśmy bardzo długo tak wesoło i ciekawie było. 
I że w ostatni dzień wakacji najlepsza zabawa w podchody odchodziła i wszystkie dzieciaki i niektórzy rodzice się z nami bawili. Po zmroku, po polach i czyichś podwórkach. 
Jak przedzieraliśmy się przez krzaki, biegaliśmy po kałużach, rozlewiskach, wspinaliśmy się na drzewa...

Myślałam dziś o tym w parku, na atestowanym placu zabaw, gdzie metr lub kilka metrów za każdym dzieckiem tupta rodzic, który dokładnie obserwuje malucha i jego otoczenie. 
Jak w obecnych czasach zapewnić dziecku bezpieczną przestrzeń do zabawy z innymi dziećmi bez ciągłego nadzoru dorosłych?




 * My - grupa dzieciaków ze wsi spędzająca wiele godzin bez nadzoru rodziców.




2 komentarze:

  1. Mam podobne wspomnienia choć od urodzenia mieszkam w mieście. Teraz kiedy probuję wychowywa ć swoją córkę w podobny sposób jak my byliśmy chowani mam nieodparte wrażenie że otoczenie uważa mnie za zbyt surową i nieczula na jej płacz...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wychowuję swoich Synków inaczej niż sama byłam wychowywana, a właściwie nie wychowuję tylko towarzyszę im a oni uczą się obserwując. Zawsze też reaguję na ich płacz. Chodziło mi tylko o to by mieli możliwość zabaw z innymi dziećmi bez ciągłej kontroli dorosłych, a jednak żebym była pewna, że są bezpieczni.
      Pozdrawiam Cię serdecznie ;-)

      Usuń

Będzie mi bardzo miło jeśli podzielisz się ze mną swoim zdaniem, spostrzeżeniem, uwagą...