17 lutego 2015

DZIECKO WSI


Pamiętam zapach i smak pomidorów z krzaka. Nie pamiętam żebym je myła. 
Pamiętam smak lodów Bambino, raz w tygodniu, w niedzielę, od pana, który jadąc bardzo powoli krzyczał "Lody, lody, lody...".
Pamiętam też smak ziemniaków z parnika sąsiadów. Takich ziemniaków dla świń. 
I jak chciałam pomóc w pieleniu grządek i zrobiłam taki wielki zamach motyczką. Tylko w duży palec u nogi trafiłam. W sandałkach. 
I jak starałyśmy się z koleżanką przekonać jednego z sąsiadów, by pozwolił nam pogalopować na swojej Baśce co całe życie w polu pracowała. 
I w Lany Poniedziałek nie z kubka czy pistoletu na wodę, ale ze szlaucha. A nawet dwóch. 
I jak w gumę skakaliśmy. I chłopaki też. 
Jak w Tłusty Czwartek każdy szedł do szkoły z kostką smalcu i ten smalec na innych na przerwach rozsmarować próbował, a nauczyciele zamykali się w swoim pokoju i słuch i wzrok dyplomatycznie tracili. 
I że w ostatniej klasie podstawówki nauczycielka od polskiego sama z siebie, za darmo zostawała z nami po lekcjach, by jeszcze lepiej przygotować nas do egzaminu do liceum. Czasem siedzieliśmy bardzo długo tak wesoło i ciekawie było. 
I że w ostatni dzień wakacji najlepsza zabawa w podchody odchodziła i wszystkie dzieciaki i niektórzy rodzice się z nami bawili. Po zmroku, po polach i czyichś podwórkach. 
Jak przedzieraliśmy się przez krzaki, biegaliśmy po kałużach, rozlewiskach, wspinaliśmy się na drzewa...

Myślałam dziś o tym w parku, na atestowanym placu zabaw, gdzie metr lub kilka metrów za każdym dzieckiem tupta rodzic, który dokładnie obserwuje malucha i jego otoczenie. 
Jak w obecnych czasach zapewnić dziecku bezpieczną przestrzeń do zabawy z innymi dziećmi bez ciągłego nadzoru dorosłych?




 * My - grupa dzieciaków ze wsi spędzająca wiele godzin bez nadzoru rodziców.




2 lutego 2015

O TYM CO MATKA ROBI PO KRYJOMU


Jeszcze kilka lat temu kompletnie nie przypuszczałam, że pod osłoną nocy, po kryjomu, gdy moi Synowie nie widzą, będę robić TAKIE rzeczy. Do głowy mi to nie przyszło, a nawet gdyby ktoś mi o tym powiedział to bym się uśmiała, ale i tak nie uwierzyła...


(źródło zdjęcia: http://www.na-pulpit.com/)

Tak więc gdy Oni już zasną to ja:
- skradam się z latarką i ... obcinam im paznokcie,
- rozkręcam grające zabawki i... podklejam głośniki filcem,
- piję pepsi light cytrynową i zagryzam czekoladą (tak, wiem :-))
- myję podłogi mopem parowym...

I wiele, wiele innych rzeczy, ale z tych uśmiałam się ostatnio najbardziej, tak sama z siebie ;-)


10 stycznia 2015

PANIE DOKTORZE...


Dziękuję Panu za wiedzę, zaangażowanie, dokładność, dociekliwość, zainteresowanie, dyskrecję, takt, uśmiech i wyrozumiałość.
Dziękuję, że zanim zaszłam w ciążę znalazł Pan czas i cierpliwość by odpowiadać na setki moich pytań.

Dziękuję Panu za wspaniałą opiekę w czasie ciąży, nade mną i moim Synkiem,
Pierwszym i Drugim
(a w przyszłości mam nadzieję że i Trzecim lub Pierwszą Córeczką ;-)
Dziękuję Panu, że gdy byłam w ciąży znajdował Pan czas i cierpliwość by odpowiadać na tysiące mych pytań.
Dziękuję za mój spokój i pewność, że jestem pod wspaniałą opieką.

Dziękuję za "w miarę" spokojne porody i miłe wspomnienia, za humor i uśmiech.
Nie mogłam wymarzyć sobie lepszego lekarza dla mnie jako przyszłej mamy
i moich Synków gdy byli jeszcze w brzuchu.
A teraz?

Teraz szukam równie wspaniałego pediatry dla swoich dzieci,
nadal szukam.




8 stycznia 2015

W NOWYM ROKU...


W tym roku chciałabym:
być cierpliwsza, spokojniejsza, bardziej empatyczna, otwarta, wspierająca, szanująca, łagodna, czuła, serdeczna, wytrwała...
Chciałabym też nauczyć się być prawdziwie uważną, być TU i TERAZ, myślami i sercem, całą sobą. 
Mniej wspominać co było i planować co będzie, rzadziej zerkać na telefon i zegarek, a uważniej patrzeć w oczy swoich Dzieci i na Ich uśmiechy. 


I Synku Starszy,
pozwolę Ci czasem posiedzieć na stole, skoro tak bardzo to lubisz,
będę tylko pilnowała byś nie spadł,
pozwolę Ci na dłuższą kąpiel,
będę tylko dolewać gorącej wody byś nie zmarzł,
pozwolę spać z koparką, książką, bidonem, pieskiem, wiertarką, klockiem lego i moją apaszką,
sprawdzę jeszcze tylko czy się nie odkryłeś.
Przykryję. Pocałuję. Pogłaskam.
Byś miał piękne sny.


(źródło zdjęcia: http://www.szkola-santorini.pl/)


20 grudnia 2014

DZIĘKI WAM WRZUCAM NA LUZ


W ciągu ostatnich kilku dni przeczytałam dwa posty, które sprawiły, że trochę się otrząsnęłam i zamiast zmywać, odkurzać i latać ze szmatką, wyszłam wcześniej na spacer. 

Szafę Tosi czytam od początku, do Olgi też zaglądam od dawna. Dwa blogi i dwa kompletnie różne posty - jeden odnaleziony przypadkiem gdzieś w archiwum o tym jak Jej się czasem nie chce - TU, drugi o lepieniu pierogów - TU ;-) Ja bym się przejęła, ona obśmiała. Szacun ;-) Też tak chcę, też chcę mieć taki dystans, w każdej chwili pamiętać co jest ważniejsze, potrafić powiedzieć jak Julia, że dziś mi się nie chce i zaserwować pizzę na obiad lub jak Olga, że nie umyję tego kaloryfera bo na nim jest dzieło Syna mego. Bez wyrzutów sumienia, że nie jest idealnie.

Teraz, przed Świętami, ale przede wszystkim na co dzień chciałabym pamiętać, że te okruszki pod stołem to nie koniec świata, nawet jeśli 15 minut temu skończyłam odkurzać, że umazane pomidorówką poduszki można uprać i nie warto psuć sobie z tego powodu nastroju i psioczyć. 

Bez wyrzutów sumienia, że nie jest idealnie, że nie wysprzątane, że pierniki w tym roku nie upieczone. Jestem Mamą i zabawa z dziećmi jest ważniejsza. Jestem Mamą i może mi się nie chcieć. Pierniki upiekę za rok, w tym roku kupię gotowe, ale gdybyście miały czas to prosty przepis na pyszne pierniczki znajdziecie TU. Wychodzą rewelacyjne. Sprawdziłam rok temu.




A ja zgaszę górne światło, zapalę świeczki, czary mary i okruszki spod stołu znikną ;-)

Spokoju Wam życzę i luzu.
W Święta i po Świętach. 


18 grudnia 2014

SPIRYTUS I OBCĘGI CZYLI... NIEZBĘDNIK MAMY 2-LATKA


Teraz kiedy wszyscy przygotowują listy prezentów dla siebie i najbliższych mi przyszła do głowy całkiem inna lista. Chociaż przed Świętami z pewnością przydatna. Przed Świętami, wizytą gości, spotkaniem rodzinnym, ale nie tylko. U nas sprawdza się także gdy Starszy Syn przechwyci coś czego w ręku mieć nie powinien lub też posiadane przedmioty wykorzysta w sposób... hmmm... kreatywny ;-)
Żeby szybko osuszyć łzy Jego lub... moje.




MÓJ NIEZBĘDNIK (kolejność dowolna):

- SPIRYTUS - już wiem, że świetnie usuwa ślady po długopisie z drewnianego stołu lub ślady po kredkach z fug (a fugi mam jasne),
- OBCĘGI - aby odgiąć blaszkę przy szczotce do odkurzacza i uwolnić zakleszczony paluszek,
- DRUT, TAŚMA KLEJĄCA, ZSZYWKI, SZNUREK, IGŁA I NICI, ... - do napraw właśnie popsutych, a bardzo, bardzo potrzebnych i najbardziej ukochanych właśnie w tym momencie samochodzików, koparek, misiów itd.,
- ZMYWACZ DO PAZNOKCI LUB BENZYNA - do usuwania naklejek, które w różnych książeczkach pojawiły się w naszym domu i mimo że Syna zachwycają te pstrokate wyścigówki na lodówce ja jakoś nie mogę się do nich przekonać,
- MINIATUROWA FREZARKA, MAŁA WIERTARK - na bardzo zły dzień, gdy żadna zabawka nie cieszy, gdy wszystko jest be a łzy płyną co chwilę (pod czujnym okiem Taty),
- GŁĘBOKI ODDECH I POCZUCIE HUMORU - właściwie to powinny być na pierwszym miejscu ;-)

Rośnie nam w domu mały majster, a ja dużo się przy Nim uczę ;-)



10 grudnia 2014

SYMBOL ŚWIĄT POWAŻNIE ZAGROŻONY


Chociaż mój Starszy Syn wygląda wg niektórych jak słodka dziewczynka (TU ;-) lub młody Matthew McConaughey to jednak zainteresowania ma zdecydowanie elektryczno - mechaniczne. Typowe zabawki są zwykle super przez parę minut lub jeśli są czyjeś. Na dłużej potrafi zająć się natomiast sprzętem typu mikser, odkurzacz, ładowarka, śrubokręt, wiertarka, wózek, manometr itd. Fascynują go również wszelkie możliwe lampki, a dokładniej przewody, przełączniki i wtyczki... no właśnie. 

Cały czas zastanawiam się gdzie w tym roku postawić choinkę aby przewód od lampek i kontakt znajdowały się poza Jego zasięgiem. Żeby pozostawały poza Jego zasięgiem również gdyby dosunął sobie krzesło, stolik, odkurzacz, skrzynkę grającą, ustawił wieżę z książek itd ;-) Ozdoby choinkowe mnie nie martwią, bo uwielbiam koronkowe, filcowe, drewniane. Te zresztą nie są atrakcyjne dla mojego technicznego Syna. Obawiam się natomiast, że jeśli wtyczka od lampek znajdzie się w Jego zasięgu to lampki będą migały tylko dzięki ciągłemu wkładaniu i wyjmowaniu wtyczki z kontaktu, a moje serce zdecydowanie przyspieszy.

Dumam więc i póki co padły propozycje:
* podwieszenia choinki pod sufitem (czubkiem do góry czy do dołu?), 
* ubrania choinki na balkonie (no wiem - mało oryginalne) lub tui za balkonem,
* ładowania lampek w ciągu dnia z akumulatora samochodowego (?) i zakładania na wieczór by świeciły bez podłączania do kontaktu (nie wiem czy to możliwe ;-).

Kombinuję więc dalej a póki co żeby wprowadzić trochę Świątecznego nastroju słucham Michaela Buble (Matylda - dzięki za przypomnienie ;-) i powiesiłam stroik, który zrobiłam rok temu (zapraszam - TU).




19 września 2014

O TYM JAK SOBIE CIEBIE WYŚNIŁAM


Pewnej jesiennej nocy przyśniłeś mi się. Trzylatek z burzą blond loków (mimo, że nikt w mojej rodzinie naturalnych loków nie ma). Trzylatek z zawadiackim uśmiechem bawiący się... mikroskopem. Pamiętam, że zastanowiłam się wówczas w tym śnie czy ten mikroskop to dla Ciebie bezpieczna zabawka. Czy nie za wcześnie.

Po chwili przeniosłeś mnie o "kilka" lat do przodu i umazaną truskawkami koszulkę zmieniłeś na zielony kitel. Byłeś lekarzem. Niesamowicie uroczym ;-)
 
Obudziłam się, a dwa miesiące później dowiedziałam, że już jesteś, że rośniesz, że będę Mamą.
I nie ważne kim będziesz.
Najważniejsze byś był szczęśliwy.
Ale za rok, na trzecie urodziny kupię Ci ten mikoskop ;-)

Wszystkiego najlepszego Kochany Synku ;-)
W tym roku zamiast mikroskopu na urodziny dostałeś... Braciszka ;-)

Nasz mały dom jest coraz pełniejszy szczęścia, śmiechu, wzruszeń...
 

10 sierpnia 2014

Z KSIĄŻKĄ NA WAKACJE


Czemu mnie tu ostatnio tak mało?

Bo są wakacje. Bo się przeprowadzamy i remontujemy. Bo szykujemy się na powitanie drugiego Synka. Bo Syn Starszy jest hiperaktywny i 15 minut od wstania (czyli  6.15!) chce już wychodzić. Bo biegając cały dzień za Synem Starszym z Synem Młodszym w brzuchu nie mam już siły by usiąść wieczorem przed komputerem.
Czytam jednak ostatnio (znów się udaje ;-))), a moje wakacyjne hity przedstawiam Wam poniżej. Książki pewnie wielu Wam już znane, ale dla mnie to bestsellery tego lata.



Wydawnictwa i źródła zdjęć:
* Jak mówić żeby dzieci nas słuchały, jak słuchać żeby dzieci do nas  mówiły - Adele Faber i Elaine Mazlish (http://www.mediarodzina.com.pl/)
* Dialog zamiast kar - Zofia Aleksandra Żuczkowska - Wydawnictwo Mind (http://wydawnictwomind.pl/)
* Wychowanie bez nagród i kar - Alfie Kohn - Wydawnictwo Mind (http://wydawnictwomind.pl/)

Inne polecane przeze mnie książki w duchu RB i NVC znajdziecie TUTAJ i TUTAJ.

Życzę Wam cudownym wakacji, dużo czasu dla siebie i najbliższych ;-)

2 lipca 2014

DLACZEGO (CZASEM) CHCIAŁABYM MIEĆ DUŻO DZIECI


Byłam wczoraj z Synem na placu zabaw. Pogoda średnia, plac zabaw mały i poza nami była jeszcze tylko czwórka dzieci - dwie dziewczynki około 4-latki i dwóch chłopców - może z pół roku - rok starszych od mojego Synka. Zgadnijcie w co bawiły się te dzieci? Berek? Piłka? A może przepychały się na zjeżdżalni lub na huśtawkach?


(źródło zdjęcia: www.rekreacja.wroc.pl)


NIE.
Te dzieci w NIC się nie bawiły.
Każde z nich przyszło ze swoją jedną zabawką, której bardzo, ale to bardzo pilnowało. Żadne z nich nie miało czasu ani głowy do zabawy czy to samotnej czy też wspólnej bo skupiało się tylko i wyłącznie na tym by nikt nie ruszył tego co przyniosły. Dziecie me nieświadome jeszcze takich zachowań podchodziło, zaglądało w oczy, próbowało dotknąć piłki / hulajnogi itd. Słyszało tylko "to moje, nie ruszaj".
Smutno mi się zrobiło.
Nie dlatego, że słyszał to mój Syn bo widziałam, że zbytnio się tym nie przejął. Pomyślałam sobie natomiast, że kilka takich wizyt na placach zabaw i za kilka miesięcy mój Syn, który dopiero zaczyna być ciekaw innych dzieci przejmie takie zachowanie i bardzo szybko przestanie widzieć w nich kumpli do zabawy, a zacznie widzieć zagrożenie dla jego zabawek.
Dlatego dziś po raz kolejny pomyślałam, że place zabaw najfajniejsze są między 7 a 9 rano (Syn czasem wstaje o 5 i kwadrans potem już chce wychodzić więc miałam okazję sprawdzić) lub też tuż przed / tuż po lub w czasie deszczu. Wtedy są puste ;-)
Dobrze, że za kilka miesięcy pojawi się drugi Synek. Będą mieli z kim grać w piłkę i taplać się w kałuży. A potem... Potem pomyślimy co dalej ;-)

***
PS 1. I dodam jeszcze tylko, że jestem przeciwna temu by rodzice zmuszali swoje dzieci by dzieliły się z innymi swoimi zabawkami. Nie o to chodzi. Jedynie o to by inne dziecko było potencjalnym kolegą czy koleżanką do zabawy. A do najfajniejszych zabaw przecież wcale nie potrzeba zabawek.

PS 2. Dziś po raz kolejny byłam na tym samym placu i wczorajszy smutek minął tak fajne i chętne do wspólnej zabawy dzieci dziś spotkaliśmy ;-)

1 lipca 2014

TO BĘDZIE SYN, I TRZECI, I CZWARTY, I PIĄTY TEŻ


Wychodzę ze sklepu z moim niespełna 2-letnim Synkiem. Najpierw leci On ubrany w spodnie moro i koszulkę w motocykle, potem mój coraz większy brzuch i na końcu ja. Z naprzeciwka zbliża się bardzo chętna do rozmowy (widać z daleka) starsza Pani.

- To dziewczynka, tak? - pada standardowe pytanie, bo chociaż Syn ubrany wg mnie typowo chłopięco (nawet męsko), to jednak dłuższe blond  loki zaburzają postrzeganie u 90% osób pytających o płeć mojego dziecka.
- Nie, chłopiec - odpowiadam z uśmiechem.
- Oooo - czuję lekkie rozczarowanie w głosie starszej Pani - a to druga będzie dziewczynka - to już było bardziej stwierdzenie niż pytanie.
- Nie, też chłopiec - uśmiech nie schodzi mi z twarzy bo przecież upragniony, wymarzony ;-)
 
Mina tej pani - połączenie wstrętu z niedowierzaniem !!! Jeszcze parę razy się za nami obejrzała ;-)
 
- Tak proszę Pani to będzie Syn, i trzeci, i czwarty, i piąty też - o tym, że mogłam tak odpowiedzieć pomyślałam niestety kiedy Pani była już za daleko...

Trzeba poćwiczyć szybszą ripostę ;-)

15 czerwca 2014

KOSZULKI DLA SYNA MEGO



Ten pomysł czekał na realizację dość długo. Najpierw nie miałam papieru, potem koszulek, potem czasu by usiąść do komputera itd. W końcu jednak udało się i tak oto od paru dni mój Syn paraduje w koszulkach z napisami, które mówią to co chciałabym by sam umiał kiedyś w przyszłości powiedzieć ;-)





A dla mojego drugiego Synka, który urodzi się za parę miesięcy:




 Czego potrzebowałam:
- papieru transferowego do nadruku na jasnych koszulkach - kupiłam w Saturnie,
- drukarki atramentowej - nie posiadam więc napisy (ale może być to oczywiście dowolna grafika) wydrukowałam w punkcie na mieście,
- żelazka (nagrzanego do temperatury 180-200 st.),
- koszulek i bodziaka.

Mi efekt bardzo się podoba. Mam nadzieję, że Synowi też ;-)




1 czerwca 2014

Z OKAZJI DNIA DZIECKA


Wszystkim Dzieciom, tym małym i tym większym i tym całkiem dużym
życzę kochających, cierpliwych, wyrozumiałych, wspierających Rodziców
i dużo czasu razem pełnego radości, śmiechu, wygłupów i prawdziwych rozmów na wszelkie tematy.


 
 

28 maja 2014

SKĄD TEN KRZYK, SKĄD TE ŁZY?


Ostatnio dość często zadaję sobie to pytanie. Szczególnie w te trudniejsze dni, których ostatnio jakoś więcej. Gdy leje deszcz albo Syn jest chory i nie możemy wyjść na dwór. Albo jesteśmy w miejscu gdzie nie wszystko wolno. I Jego rozsadza energia i wszystko chce już teraz. A jak nie TERAZ to krzyk jest straszny - oj słyszę, że płuca ma zdrowe (i pół bloku lub okolicy też słyszy). Podobno to bunt 2-latka. Podobno, tak niektórzy mi mówią. A ja widzę, że emocje Go często przerastają, że flustracja spowodowana tym, że wielki samochód nie mieści się między szczebelkami łóżeczka albo że rowerek się przewraca jest przeogromna. Widzę, że chciałby już tyle rzeczy robić sam, a kiedy coś się nie udaje to zamiast kolejnej próby jest krzyk i złość. I jestem obok Niego i staram się spokojnie tłumaczyć, pozwalam na złość, smutek, żal, ale też cały czas kombinuję jak Mu pomóc w oswojeniu tych emocji.
 
 
Jak sprawić by ten smutek czy złość nie były aż taaaak wielkie, by te krokodyle łzy nie płynęły tak szybko?
 

10 maja 2014

MATKA MNIE ZABIJE...


- Matka mnie zabije jak się ubrudzisz - usłyszałam dziś w piaskownicy.

Mówił to wielki mężczyzna do swojego 2-3-letniego syna. Spojrzałam kątem oka.  Chłopiec ubrany był normalnie - jeansy, kurtka, jakieś sportowe buty. Przyjrzałam się uważniej (krótkowidz jestem więc oczy zmrużyć musiałam ;-) Oj nie, nie tak normalne były te ubranka i buty. Były MARKOWE. Przez następnych 10 minut słyszałam co chwilę: nie siadaj / nie klękaj na tym mokrym piachu, uważaj na mankiety (!), otrzep się, nie ruszaj to jest brudne, nie ... Nie wytrzymałam.
 
Zabrałam moje umorusane dziecko i poszliśmy w inny kąt pustego i tak w taką pogodę placu zabaw.
 
(źródło zdjęcia: http://humorek.com.pl)

 I dodam tylko, że nie mam nic przeciwko markowym ciuchom o ile nie są ważniejsze niż zabawa.
 
 

26 kwietnia 2014

WISHLISTA NA DZIEŃ DZIECKA ;-)


Wishlista mojego Syna chociaż faktycznie stworzona przeze mnie w oparciu o obserwację Syna (fascynacja kałużami i kółkami, uwielbienie dla suszonych owoców) i o wartości, które chcę mu przekazać.


 
 
1. Granatowe kalosze żeby już żadnej kałuży nie trzeba było omijać - na zdjęciu kalosze firmy Playshoes.
2. Rowerek biegowy - mimo że nie jestem pewna czy z brzuchem a potem z gondolą z Synem Młodszym będę w stanie Starszaka dogonić - ten na zdjęciu jest firmy Prince Lionheart.
3. Książeczka "Kubuś będzie miał braciszka" - Monica Rinaldini, Vilma Costetti - Wydawnictwo Czarna Owieczka - żeby się dobrze przygotować na nadchodzące zmiany. (Dodam jeszcze tylko, że jest to pierwsza książka na polskim rynku inspirowana ideą Porozumienia bez Przemocy Marshalla Rosenberga).
4. Książeczka "Przyjaciele Żyrafy. Bajki o empatii" - Joanna Berendt i Aneta Ryfczyńska - Wyd. CoJaNaTo - uwielbiam ;-)
5. Książeczka "Uśmiech dla żabki" - Przemysław Wechterowicz - Wyd. Ezop - żeby uśmiech nie schodził z Jego buźki.
6. A zamiast słodyczy owoce suszone bez dodatku cukru i siarki np. żurawina (Producent Viands, dostępna w sklepie Misiontek) i rodzynki sułtańskie (Bio Planet).
 
A skoro mam już listę dla Syna to może teraz pomyślę o liście dla... siebie? ;-)
 

16 kwietnia 2014

NIE MÓW, ŻE NIC SIĘ NIE STAŁO


Tak często to słyszę. Na placu zabaw, w parku, na ulicy, w sklepie... Prawdopodobnie w przeszłości też tak mówiłam do nie-swoich dzieci. Nie zdawałam sobie sprawy. Nie zastanawiałam się nad tym. A przecież sama też bardzo nie lubię gdy ktoś do mnie mówi "nie płacz, przecież nic się nie stało". Wiem co wtedy czuję i jestem pewna, że nie chcę by czuło się tak moje dziecko. Nie chcę by czuły się tak inne dzieci. Co wiec mówić? Jak reagować na płacz by nie zaprzeczać uczuciom i temu co się dziecku przydarzyło?



Oprócz "nie płacz, nic się nie stało" słyszę też często "nie płacz, kupię Ci batonika / loda / ...", ale to już chyba nie potrzebuje komentarza.

27 marca 2014

SPACER Z DWÓJKĄ


Pamiętacie ten obrazek?




Trochę minęło od czasu TEGO posta. Syn ma półtora roku, a Syn Młodszy / Córka (???) pojawi się za kilka miesięcy. I tak sobie myślę jak przygotować się do ogarnięcia na spacerze niemowlaka i rozbrykanego 2-latka? Macie w tej kwestii jakieś doświaczenie, pomysły?

Wiem, że są najróżniejsze dostawki do wózka, ale: czy 2-latek będzie jeszcze chciał w takiej siedzieć? jak wykręcę takim wózkiem z dostawką? czy będzie mi się go wygodnie prowadziło jeśli dodatkowo na chodnikach będzie leżał śnieg? czy taki wózek z dostawką zmieści się w drzwiach? Mam masę pytań i wątpliwości. A może gondola dla malucha i sanki dla starszaka (jest opcja żeby to jakoś połączyć? ;-))

Wszelkie rady w tej kwestii baaaaardzo mile widziane ;-)



19 marca 2014

PRZERAŻAJĄCE REKLAMY

Nie mam telewizora i jest mi z tym bardzo dobrze. Będąc u rodziny i znajomych okazjonalnie zdarza mi się jednak coś obejrzeć i szczerze powiedziawszy najczęściej powoduje to u mnie tylko zmęczenie, irytację, a czasem dodatkowo przerażenie. Na pewno jest wiele bardzo wartościowych programów i filmów (oglądam je czasem w necie), ale niestety większość pozycji programu TV przyprawia mnie o dreszcze.

Ale nie o programach i filmach chciałam dziś napisać, ale o tym co między nimi, czyli o reklamach, a dokładniej o reklamach kierowanych do rodziców małych dzieci, bo te szczególnie mnie przerażają.


Sama reklama jest zwykle słodka (aż za bardzo) i pokazuje piękne, łatwe życie z danym produktem. Przeraża mnie, że ktoś w to wierzy i serwuje swojemu dziecku. Myślę tu o kaszkach o 50 składnikach, z których większość jest trudna to wymówienia, a cukier jest zwykle gdzieś na samym początku, super soczkach z koncentratu również dosładzanych, serkach i jogurcikach z cukrem i skrobią modyfikowaną, ciasteczkach, żelkach i wielu, wielu innych.  Nie jestem dietetykiem, ani ideałem zdrowego stylu życia chociaż bardzo się pod tym względem staram. Też zdarza mi się zjeść batona czy wypić pepsi, ale okazjonalnie i nie podaję tego swojemu półtorarocznemu dziecku. Dlaczego nie ma reklam z dziećmi zajadającymi się chrupiącymi jabłkami i marchewkami, soczystymi arbuzami czy słodkimi gruszkami i rodzynkami (bez siarki) ?

Co jeszcze poza reklamami jedzenia powoduje u mnie przerażenie? Reklama radiowa pewnego środka mającego na celu pobudzenie apetytu u dzieci. Zdaję sobie sprawę, że zdarzają się dzieci z zaburzonym łaknieniem, ale uważam że te powinny być pod opieką lekarza. Powszechnie reklamowany środek pobudzający łaknienie może powodować u wielu rodziców i dziadków przekonanie, że dziecko samo z siebie nie wie ile jedzenia potrzebuje, że dziecko nie odczuwa właściwie głodu i sytości, że dorosły powinien to kontrolować i ów apetyt pobudzać. Znam kilka osób zachwyconych owym specyfikiem i nie są to osoby, które na śniadanie podają swym dzieciom owsiankę czy jaglankę, ale właśnie owe "bardzo zdrowe" słodkie kaszki lub czekoladowe kulki z mlekiem, a na spacerze jest drożdżóweczka lub pączek. Te same osoby dziwią się potem i narzekają, że dziecko nie chce jeść warzyw, a na obiad nie zjada porcji jak dorosły.

Nie wiem skąd przekonanie, że dorośli wiedzą lepiej czy dziecko powinno być głodne czy nie i ile powinno zjeść. Zresztą dotyczy to tak samo uczucia zmęczenia, zimna, pragnienia itd. Czy nie lepiej w tej kwestii zaufać dziecku? Dawać mu szeroki wybór na prawdę zdrowego jedzenia, a decyzję co będzie jadło i w jakich ilościach pozostawić dziecku? Sprawdzić lub zapytać (kiedy już mówi) czy jest nie jest mu za zimno/za ciepło itd. niż stwierdzać od razu, że na pewno jest? A może to my daliśmy swojemu półtoraroczniakowi zbyt duże pole do decydowania?


17 marca 2014

CO WARTO ZROBIĆ PRZED URODZENIEM DRUGIEGO DZIECKA


Jakiś czas temu (kilka miesięcy, a może rok - trudno mi powiedzieć) na jednym z blogów przeczytałam post "co warto zrobić przed urodzeniem dziecka" (nie mogę niestety odnaleźć tego bloga więc gdyby czytała to autorka poproszę o ujawnienie się ;-)). Ponieważ na tego typu post już u mnie trochę za późno, bo Syn próbuje właśnie wdrapać się na krzesło (a stamtąd na stół), a mój brzuch w zastraszającym tempie robi się coraz większy, pomyślałam nad napisaniem ciągu dalszego, czyli "co warto zrobić przed urodzeniem drugiego dziecka", a dokładniej na co ja chciałabym znaleźć czas w ciągu najbliższych kilku miesięcy. Ponieważ zdaję sobie sprawę z tego, że za kilka miesięcy będę miała bardzo mało (wcale?) wolnego czasu, chciałabym najbliższe miesiące wykorzystać jak najlepiej i żeby naładować baterie na kolejne miesiące i żeby przygotować się do tej zmiany w moim życiu jak najlepiej.


- pomysł na ścianę z kalendarzem i tutorial krok po kroku - żeby łatwiej było zaplanować nadchodzące wyzwania)


I tak oto powstała lista marzeń i planów na najbliższe miesiące:
1. Pójść na długi, samotny spacer, posłuchać śpiewu ptaków, nie spieszyć się, zadumać...
2. Bardzo dużo bawić się z Synem, śmiać się, wygłupiać, czytać książeczki, pójść razem na basen...
3. Poprawić znajomość języków obcych - z dwoma maluchami będzie to jeszcze trudniejsze niż dotychczas więc tak naprawdę ostatni dzwonek.
4. Przeznaczyć trochę czasu na rozwijanie nowych hobby - marzy mi się szycie i praca z drewnem. Może mogłbyście polecić mi jakieś kursy lub warsztaty w tym kierunku?
5. Wyjechać przynajmniej na kilka dni w obecnym składzie rodzinnym, gdzieś daleko od ludzi a bardzo blisko przyrody i spokojnie pobyć razem.
6. I w ostatnich tygodniach przed porodem przygotować weki i mrożonki, żeby przynajmniej przez pierwsze tygodnie z dwójką dzieci nie musieć myśleć o gotowaniu.

A co Wy myślicie o powyższej liście? Co byście w niej zmieniły lub dodały?
Listę pisałam tak "od ręki" więc z pewnością warto by ją było jeszcze trochę wydłużyć ;-)